Jestem ostatnio nie do życia jak mawia moja siostra. Ciągle chodzę nadąsana, nic mnie nie cieszy, same paskudne myśli mam. Najchętniej z wszystkimi bym się kłóciła po to by wyładować frustracje. Na szczęście w firmie dużo pracy, więc pół dnia mija bardzo szybko, a przez resztę dnia właściwie nic nie chce mi się robić. Nawet rozmowy z moim K. jakoś się nie kleją. Dziś znowu jest w pracy 24 godziny a ja siedzę sama w domu i mam za dużo czasu na ponure myśli , ktore kłębią się wciąż w mojej głowie. Czy można się czuć samotnie będąc w związku od 2 lat? z osobą z którą chce spędzić się resztę życia? Z którą chce się mieć dzieci? No właśnie dzieci... boję się że moje uparte dążenie do "zrobienia dziecka' niszczy w jakiś sposób ten zwiazek. Dla K. wciąż jestetśmy tylko my dwoje. A dla mnie to wyśnione dziecko jest właściwie już członkiem rodziny. I kiedy myślę o naszej przyszłości lub nawet tylko teraźniejszości widzę nie tylko mnie i K., widzę jeszcze tą dodatkową istotkę. Czy to nadal jest tylko marzenie czy to już jest obsesja? Sama nie wiem.